WASTELAND STORY, autor: the_hated_one


  Pierwsze promienie soca zaczynay owietla dno kanionu, kiedy grupa kupcw dotara do mostu prowadzcego nad skalistym kanionem do wioski dzikusw. Pod okiem stranikw kilku tragarzy zaczo rozpakowywa niesione przez siebie pakunki, podczas gdy otyy mczyzna bdcy najwyraniej przywdc caej grupy przeprawia si przez most ze swoj "gwardi przyboczn". Stojcy po drugiej stronie mostu dzikus mocniej zacisn do na wczni widzc zbliajcych si ludzi.
- Sta! Czego tu chcecie! - krzykn tribal.
- Jestem Vic, kupiec z Klamath - zacz gruby - przyjechalimy handlowa zgodnie z yczeniem starszyzny.
- Dobra, wchodcie! - powiedzia tubylec usuwajc si im z drogi. Vic da znak pozostaym po drugiej stronie mostu i nie czekajc na nich ruszy w stron gwnego skupiska namiotw. Przed studni czekaa na niego stara kobieta. Spod kaptura wida byo bielmo zakrywajce jedn z jej renic. Kupiec podszed do niej.
- Witaj dostojna! Przybylimy zgodnie z twoj wol - powiedzia wskazujc na swoich towarzyszy. Kobieta nieznacznie kiwna gow i z okolicznych namiotw wyszli ludzie pokazujc przybyszom miejsce przygotowane do rozoenie towarw. Vic podszed do nadzorujcego rozadunek stranika odzianego w czarne skrzane ubranie - Pilnuj eby nie byo adnych kopotw, a ja pjd wcisn tym tribalom t flaszk - wydoby z kieszeni niebiesk, metalow menak z 13-stk wygrawerowan na przedzie - To plemi czci wszystko co ma zwizek z 13-stk - doda ze miechem. - Wrc za godzin - powiedzia i chcia odej, ale tamten powstrzyma go.
- Szefie, czy nie mona by handlowa tak po prostu, bez tychwszystkich pieprzonych uprzejmoci i innych pierd? Mnie to ju wpie#$%&a. Nie mona po ludzku? Po prostu wchodzimy, kadziemy co mamy, sprzedajemy i ... - chcia dokoczy, ale grubas mu przerwa.
- Jeli sprawisz, e ebrak poczuj si jak wadca wiata, to odda ci swoj ostatni dziak Jetu. - powiedzia do zdziwionego towarzysza. - Wiem, e bez strat moglibymy wystrzela wszystkie te cioty, ale kiedy poczuj si wani to atwiej nimi kierowa, rozumiesz? - Stranik kiwn gow i patrzy jak Vic wchodzi do namiotu starszyzny. - Ben, pilnuj wszystkiego - powiedzia do stojcego nieopodal 20-latka, a sam poszed rozejrze si po wiosce. Nie by tu ju od dwch miesicy i rzuciy mu si w oczy dziwne rysunki na piasku za wiosk. By tam wyrysowany dziwny ksztat podobny do koa zbatego z 13-stk w rodku. Kiedy je oglda zauway stojcego boku przy zagrodzie brahminw dzikusa bawicego si z zadbanym czarnym wilczurem. W gowie stranika zacza wita pewna myl. Podszed do mczyzny i zapyta.
- Co znacz te rysunki na piachu? - Tribal wytar donie o spodnie i wsta - Tutaj przed tygodniem wyznaczono Wybraca, on osoni nasz wiosk przed duchami mierci i zniszczenia! Ja jestem kuzynem Wybranego! - powiedzia z dum i popatrzy na przybysza.
- A gdzie jest teraz ten, Wybrany? - Spyta stranik.
- Przeywa tydzie postu i oczyszczenia pod okiem naszego czarownika, potnego Hakunina! - ostatnie sowa dzikus prawie wykrzycza.
- Nazywam si Chris, a ty?
- Nagor - odpowiedzia zdziwiony pytaniem tribal, do tej pory aden obcy nie chcia nic o nim wiedzie. Wikszo chciao go tylko wykorzysta.
- Masz piknego psa, jak si wabi? - Spyta Chris.
- Smoke - Nagor popatrzy podejrzliwie, ale po chwili na jego twarzy zagoci umiech. - Musisz mie bardzo ciekawe ycie. - zwrci si do rozmwcy - No, wiesz: przygody, podre po pustkowiach, ochrona karawany. Ja od dziecka nie wychodziem poza kanion.   Stranik umiechn si widzc, e wszystko ukada si zgodnie z jego zamysem: namwi Nagora do podry, a potem sprzeda go w Den Metzgerowi i jego kumplom. Za takiego dzikusa mgby dosta tyle, e wystarczyoby na kpiel, panienk i kilka stimpakw.
- Masz racj - zacz - takie ycie jest wspaniae, przeyem wiele niezwykych przygd. Opowiedziabym ci je, ale nie mam czasu. - W oczach Nagora zgas ogie, ktry zapali si po poprzednich sowach Chrisa. - Ale gdyby pojecha z nami mgby sam przey takie przygody.
- Naprawd, mgbym? - podniecenie Nagora udzielio si te jego psu, ktry zacz gorczkowa przyglda si rozmawiajcym - Razem ze Smokeiem?
- Pewnie. Suchaj ruszamy za godzin, jeli si zdecydujesz, wiesz gdzie mnie szuka. - To mwic Chris odwrci si i podszed do kupujcych dzikusw umiechajc si pod nosem. Z pogard patrzy na nich jak daj sobie wciska najgorszy szmelc na ktry nawet nie popatrzyby kto z miasta, a w zamian daj cenne skry geckw. Po chwili wrci Vic i zaczli przygotowywa si do drogi. Byli ju prawie gotowi i Chris myla ju, e nic nie bdzie ze sprzeday dzikusa, kiedy usysza szczekanie, a po chwili zobaczy biegncych: Smokea i Nagora. Umiechn si do nadbiegajcego tribala, zamieni z nim kilka sw i poda mu kilka paczek. Nagor nie by zachwycony dodatkowym obcieniem, ale nie protestowa, za bardzo cieszy si z podry eby narzeka z powodu pewnej niewygody. Szli kilka dni, ktre tribal spdzi suchajc opowiada Chrisa. 3 dnia od wyruszenia z Arroyo towarzysze podry rozprawiali o niebezpieczestwach na pustkowiach, kiedy zostali zaatakowani przez owcw niewolnikw. Kupcy zaraz poznali ich po tatuaach na czoach. Nagor chcia wyskoczy na nich z wczni, ale Chris skl go i kaza pa na ziemi. Bandytw byo zaledwie 5, ale byli lepiej uzbrojeni i znali teren, wic po chwili 2 stranikw i tragarze zostali przerobionych na karm dla geckw. Chris, Nagor i Smoke ukryli si za lecym niedaleko od nich kamieniem. Stranik kaza towarzyszom lee za gazem. Tribal pooy si i przytrzyma psa za obro. Chris kucn i przygotowa swoje 2 wierne Uzi. W chwil pniej zobaczy bandyt odwrconego do siebie plecami, chccego najwyraniej zaj o tyu Vica, ktry broni si shotgunem. Stranik starannie wycelowa i po chwili potylica owcy bya tylko wspomnieniem. Vic zauway to i umiechn si. Walka trwaa. W krtkim czasie Vic i ukryci za kamieniem towarzysze zostali sami na placu boju, podczas gdy do owcw przybiego jeszcze 4 kompanw . Nagor zauway kpk drzew kilkaset metrw od ich pozycji i pokaza je Chrisowi, ktry posa dwch nacierajcych wrogw do krainy wiecznych oww.
- Szefie! - krzykn stranik. - rzuc granat i chodu do lasu!
- Dobra! - odkrzykn tamten. Po chwili adunek eksplodowa i wszyscy rzucili si do ucieczki. Pierwszy dopad drzew Smoke, potem Nagor i Chris, ktry co chwil odwraca si i strzela do bandytw. Vic bieg z caych si, jednak jego tusza nie pomagaa mu w ucieczce. W pewnej chwili potkn si i przewrci. Widzc to bdcy kilka metrw od lasku Chris rzuci mu si na pomoc, ale w tej samej chwili poczu bl przeszywajcy rami. Upad i widzc, e nie pomoe szefowi zacz czoga si w stron drzew. Dzikus podbieg i zacz cign towarzysza, nawet Smoke wczepi si zbami w kurtk stranika by pomc swemu panu. Chris mia nadziej, e owcy nie zabij Vica, ale zacign do swojej meliny i bd chcieli sprzeda. Los da mu wicej szczcia ni si spodziewa. Handlarze niewolnikw zadowolili si kupcem i nie szukali pozostaych ocalaych. Chris przez chwil patrzy jak odchodz cignc ze sob zwizanego grubasa. W kilka sekund potem zemdla.

  Kiedy si obudzi zobaczy Nagora i Smokea siedzcych przy ognisku i zajadajcych mae, pieczone iguany. Tribal zauway przebudzenie towarzysza. Poda mu butelk z wod i upieczon przy ognisku jaszczurk.
- Oczyciem ran i zaoyem ci opatrunek. - powiedzia dzikus pomagajc mu usi i wskazujc na zabandaowane rami. - Nasz czarownik mnie tego nauczy.
- Dziki. - odpowiedzia tamten. - Jak dugo spaem?
- Dwa dni. Gorczkowae i majaczye, ale teraz ju wszystko jest w porzdku. - Tribal pogaska psa, ktry przyjanie poliza do Chrisa. Najemnik poklepa go z wdzicznoci po bie. W sercu tego zahartowanego czowieka zacza powstawa gboka pogarda dla jego wczeniejszych planw sprzedania Nagora. Nikt nigdy nie pomg mu ot tak, z dobrego serca. W tym surowym wiecie lito i ch bezinteresownej pomocy bya uznawana za sabo. Kto inny okrad by go i zostawi na pewn mier w mczarniach tylko po to, eby nie marnowa amunicji. Nagor by inny. Wychowany z dala od chodu wiata by uczony niesienia pomocy wspplemiecom.
- Nagor... - zacz Chris - Ja namwiem ci do tej podry, bo chciaem ci sprzeda handlarzom niewolnikw, takich jak ci, ktrzy nas napadli. Nie bd mia ci za ze, jeli mnie tu zostawisz, ale prosz ci, wybacz mi. Zostamy jeli nie przyjacimi to wsplnikami i zemcijmy si na owcach za wszystko. Potem kady z nas poszedby swoj drog, co ty na to? - Najemnik skoczy i popatrzy na towarzysza. Nagor siedzia zaspiony i przez dusz chwil nic nie odpowiada. Chris zacz ju traci nadziej kiedy tribal opowiedzia.
- ycie za ycie. Ty ochronie mnie i Smokea przed bandytami, ja ci wyleczyem. - Nagor przystan, jakby zastanawia si nad nastpnymi sowami. - Jednak bye wobec mnie szczery, a moge nic nie powiedzie i zrobi tak jak planowae. Nasz czarownik Hakunin przepowiedzia mi, e spotkam na swej drodze ducha pustyni, ktry zmieni moje ycie i ofiaruje mi przyja. Wierz,  ty nim jeste. Poza tym, Smoke ci polubi, a on wyczuwa zych ludzi. Zostamy przyjacimi, na zawsze, nie tylko na czas naszej zemsty. - dzikus wycign rk w stron najemnika, a ten ucisn j z wdzicznoci.
- Dzikuj ci, przyjacielu! - odrzek akcentujc ostanie sowo. Chwil patrzyli sobie w oczy czujc, e ta chwila zmieni cae ich dotychczasowe ycie. Ich powag przerwao radosne szczekanie Smoke'a, ktry zrozumia, e stao si co bardzo wanego i co bardzo radosnego.

  Kilka dni pniej trzej przyjaciele wyruszali w poszukiwaniu bazy handlarzy niewolnikw wiedzc, e kady z nich moe liczy na pozostaych.

  Podczas ataku handlarzy niewolnikw Chris zosta ranny. Mimo, e Nagor opatrzy ran i najemnik mg chodzi to jednak wdrwka mczya go i trzeba byo robi czste postoje. Podczas takich postojw Smoke zapewnia kompanii poywienie polujc i przynoszc swemu panu iguany, a czasami nawet mae gecki. Chris chcc nauczy Nagora posugiwa si broni podarowa mu pistolet 9mm. Tribal z pocztku ba si huku i ognia jaki wypluwaa z siebie bro, ale kiedy odkry jak przewag ma pistolet nad jego drewnian wczni zacz z chci wiczy pod okiem Chrisa. Mimo, e mieli mao amunicji stranik nie mia nic przeciwko czstym wiczeniom. Wiedzia, e w walce bardziej liczy si kilka celnych trafie ni wywalanie kolejnych magazynkw w powietrze. "Nie wygrywa ten, kto pierwszy strzeli, ale ten kto pierwszy trafi" - czsto powtarza dzikusowi. Do Klamath musieli i tydzie i przez ten czas Nagor zrobi spore postpy, bo mimo, e niezbyt wiele wiedzia o wiecie "cywilizowanych" ludzi by bystry. Kiedy w kocu dotarli miejsce Chris poprowadzi przyjaci do maego budynku na skraju miasta.
- Tu mieszka Vic. - powiedzia prbujc otworzy drzwi. Kiedy metody tradycyjne zawiody otworzy drzwi jednym kopniciem podkutego buta. Kiedy weszli do rodka zamkn drzwi i wszed do drugiego pokoju gdzie pooy si na ku. - Odpocznijcie. - powiedzia. Wszyscy byli zmczeni.
  Nagor rzuci w kt plecak Chrisa, ktry nis z powodu osabienia kompana, usiad pod cian i zacz czyci swoj 9 milimetrwk kawakiem znalezionej obok szmaty. Smoke pooy mu gow na kolanach i w chwil potem zasn. Najemnik obudzi si pierwszy. Zapach krwi zwabi maego szczura, ktry wanie obwchiwa jego ran. Chris szybkim ruchem zapa gryzonia i ciskajc placem wskazujcym i kciukiem szyj szkodnika zmiady mu kark. Lea chwil, jak gdyby zastanawia si co zrobi ze swoj "zdobycz". Gwizdn tak jak to robi tribal kiedy chcia przywoa Smokea. Pies poruszy uszami i podnis eb. Kiedy zobaczy szczura, ktrego Chris trzyma w doni zbliy si ostronie do ka. Nie czu do lecego niechci, ale nie zaufa jeszcze temu stworzeniu o dziwnej czarnej skrze z ktrym podrowa jego pan. Gd jednak wzi gr nad ostronoci i pies podszed do najemnika. Widzc to Chris rzuci mu ciao gryzonia, a pies zapa je w locie i z wdzicznoci w lepiach zacz zjada zwoki szkodnika. W chwil pniej obudzi si Nagor.
- Jak si czujesz? - spyta podchodzc do ka.
- Jak to mwi w San Francisco : Yako-tako. - powiedzia najemnik z umiechem. Dzikus obejrza ran.
- Ju si prawie zagoia. - mrukn - Myl, e nie bdzie ci ju utrudniaa marszu.
- To dobrze - odrzek kompan - trzeba skombinowa jakie aro. Otwrz lodwk, Vic zawsze ma tam co nieco.
- A co to jest ta... No, lodwka? - zdziwi si tribal.
- To ta biaa szafa. Eee... Wiesz co to jest szafa, prawda?
- Nie jestem a takim prymitywem. - powiedzia Nagor z wyrzutem. Otworzy lodwk i wyj z niej kilka przyrzdzonych szczurw, butelka gorzaki i kilka szklanek. - To wasza woda ognista? Zawsze chciaem jej sprbowa. - Nagor pooy na szafce stojcej przy ku rzeczy z lodwki. Otworzy butelk, pamitajc jak robili to stranicy kupcw, ktrzy przybywali do wioski. Nala troch do dwch szklanek, ktre przynis z lodwki i oblizawszy wargi wypi ca zawarto swojej szklanki. Przez cay ten czas Chris przyglda mu si z rozbawieniem. Jego gony miech by jedynym i chyba najwaciwszym komentarzem do tego co miao miejsce pniej. Nagor gono zakaszla i zrobi przy tym tak min, e pooyby ze miechu stado DeathClaww. Potem zapa si za gardo i splun z obrzydzeniem.
- Tak samo czuem si, kiedy w dziecistwie uar mnie geck. Jak wy moecie to pi?!
- Sam nie wiem. - odpowiedzia najemnik i spokojnie wypi swoj porcj. - Smakuje jak rzygowiny DeathClawa, ale nie jako nikt oprcz ciebie dotd nie narzeka.
- A co to jest? - zapyta podnoszc z podogi mocno sfatygowan ksik.
- To jest ksika. W niej s zapisane rne rzeczy, ale mao kto to teraz czyta. - powiedzia Chris przegldajc ksik, ktra bya chyba jak ksik naukow. Tytu gosi "Czy grozi nam wojna atomowa? Zapis dyskusji przeprowadzonej podczas zebrania wiatowego Stowarzyszenia ds. Wykorzystania Energii Atomowej".
- Zapisane? Czyta? - tribal nie rozumia tych nowych dla niego sw.
- No tak, ty tego nie wiesz. - powiedzia najemnik. - Pisanie to co dziki czemu moemy rysowa sowa i pniej kto kto widzi pismo i potrafi je przeczyta rozumie co chcielimy powiedzie.
- Mgby mnie tego nauczy? - spyta Nagor zaciekawiony objanieniami przyjaciela.
- C... Jasne. Mamy prowiant jaki Vic tutaj zabunkrowa wic moemy poczeka a w peni odzyskam siy i przez ten czas mog ci pouczy. - odrzek Chris.
  Kilka nastpnych dni spdzili w domu Vica. Chris nie tylko uczy kompana czyta i pisa, ale take opowiada o wiecie zewntrznym i o reguach nim rzdzcych.
- Pamitaj kiedy spotkasz handlarza niewolnikw, zabij be litoci, bo inaczej spotka ci to samo albo niewola.
- Czemu tak bardzo nienawidzisz handlarzy? - zapyta Nagor widzc z jak nienawici Chris wypowiada te sowa. Najemnik popatrzy na przyjaciela ze smutkiem.
- Kiedy miaem 13 lat, jechaem w karawanie z Broken Hills do NCR razem z moj matk. Napadli na nas handlarze, a moja matka zgina od kuli jednego z nich. Mnie jakim cudem udao si uciec. Byem ledwo ywy kiedy znalaz mnie patrol rangersw z NCR, doprowadzi do miasta i odda rodzinie. Wtedy przysigem, e kady Handlarz jakiego spotkam bdzie umiera bolenie i powoli. - kiedy to mwi jego rka powdrowaa do kabury i pogadzia bro. - Ale, niewane. - powiedzia wstajc i pakujc plecak. - Chodmy do miasta, moe si czego ciekawego dowiemy. - wsta i wyszed z domu. To samo zrobi tribal ze swoim psem.
  Kiedy wyszli olepio ich soce. W kocu od kilku dni wychodzili tylko "za potrzeb". Ruszyli w d ulicy przy ktrej sta dom Vica. Nagor zauway, e kto napisa na cianie budynku "Traders Street". Skrcili w lewo na skrzyowaniu i weszli do budynku przed ktrym siedzia na krawniku miniak o tpym spojrzeniu. A moe po prostu wczoraj strzeli sobie o p litra za duo? Kiedy weszli do pomieszczenia ktre wygldao na jaki bar, siedzcy przy stoach mieszkacy Klamath spojrzeli na nich z zaciekawieniem. W kocu rzadko si zdarza eby do takiej dziury przyby kto z zewntrz. Chris podszed do kobiety stojcej za lad.
- Szukam Smileya, owcy geckw.
- Przykro mi, nie wiedziaam go od kilku dni. - kobieta popatrzya na przybysza ze smutkiem. - Martwi si o niego. Mwi, e znalaz gniazdo z ktrego pochodz wszystkie lokalne gecki. Miao go nie by najwyej 4 dni, a nie wraca ju tydzie. Skoro te go szukasz.... - popatrzya na najemnika z nieufnoci. - Jeli powiem ci gdzie poszed to czy sprowadzisz go z powrotem ? Chris pomyla chwil. Odnalezienie Smileya byo dla niego wane, ale czy na tyle eby zapuszcza si do gniazda geckw?
- Dobrze, zgadzam si.
- Pjdziesz sam ? - spytaa rozmwczyni.
- Jeszcze nie wiem. Kiedy wszystko ustal, wrc do pani. - Usiad przy stole stojcym przy oknie. Obok usiad Nagor, a Smoke pooy si pod stoem. Mia ju zacz rozmow, kiedy do lokalu wszed mczyzna odziany w niebieski strj. Nagor wsta i podszed do przybysza.
- Kuzynie, czy to ty? - nie mg uwierzy dzikus, dla ktrego to, e spotka w swego krewnego poza wiosk byo czym niezwykym. Podali sobie donie i Nagor zaprowadzi Wybraca do stolika. - To mj kuzyn, Wybraniec! - powiedzia z dum, kiedy przedstawia przybysza przyjacielowi.
- Chris.
- Mingan.
  Kiedy wymienili uprzejmoci usiedli przy stoliku. Smoke asi si do Mingana, cieszc si ze spotkania. Wybraniec opowiedzia im jak wygldaa witynia Prb, a oni co stao si podczas podry z Arroyo. Chris zaproponowa nowemu udzia w misji ratunkowej. Mingan zgodzi si, ale wskaza na stojcego w kcie dzikusa.
- To Sulik, moe nam si przyda, ale ta jdza za lad chce za niego troch grosza, a mi troch brakuje. - W kocu zgodzili si zoy na rzecz wolnoci Sulika.
- My i ja dzikujemy wam. Dziadek Kostka mwi, e z wami znajdziemy siostr. - dzikus usiad przy stole i patrzy na nowych towarzyszy. Wacicielka lokalu podesza do nich niosc drewnian skrzynk.
- Smiley mwi, e to miejsce jest pene jakiego radioaktywnego wistwa. - powiedziaa kadc wycignite ze skrzynki pastylki rad-x i kilka par gumowych butw. - Przed wejciem zayjcie te rad-xy, a nie napromieniuje was kiedy tam bdziecie. Smiley mwi te, e jest tam jest jaki parzcy szlam. Zacie te buty dla ochrony i prosz... odnajdcie go... - wybiega do drugiego pokoju i zebrani usyszeli jej szloch. ***

- Jestemy na miejscu - stwierdzi Chris patrzc to na ekran swojego pip-boya, to na wylot jaskini przed nimi. - Zayjcie rad-x.
- A Smoke? - spyta Nagor.
- Nie moemy go wzi. Musimy oszczdza chemi, a poza tym poparzyby si w tym szlamie o ktrym mwia Ardin.
- My i ja moemy odprawi czary ochronne nad psem - zaofiarowa si Sulik.
- To zaley od Nagora, to jego pies. - mrukn Mingan. Nagor chwil zastanawia si, a potem lekko skin gow. Dzikus z rozczepieniem osobowoci rozpocz swoje rytuay, a zdziwiony pies powarkiwa z rzadka. W kocu druyna ruszya w mrok jaskini. Tresura jak podda psa Nagor jeszcze w Arroyo przydaa si i Smoke bez sprzeciwu, ale i bez chci zosta przed grot.
  Kiedy weszli do rodka zobaczyli jaki szkielet i rozlege kaue zielone, wieccego szlamu. Dalej wida byo kilka geckw.
- One chyba kpi si w tym cierwie - pomyla na gos najemnik. - Przygotujcie bro.
  Sulik zdj z plecw ciki mot bojowy, Mingan zway w rkach wczni, a Nagor przeadowa 9- milimetrwk, ktr otrzyma od towarzysza. "Sodko, bd walczy razem z tribalami", pomyla Chris wycigajc swoje Uzi z kabur.
- Czekajcie a do nas dobiegn. Jeli ich przedtem nie wystrzelamy to zaatwimy je z bliska - skoczy i zacz mierzy do najbliszego gada.
- Chris, ja duo wiczyem, ale chce si sprawdzi w prawdziwej walce. Pozwl mi sprbowa. Jeli nie trafi, to ty zdysz jeszcze je wystrzela. Nic nam si nie stanie. - Chris wiedzia, e jego przyjaciel chce sam sobie udowodni, e nie jest zacofanym dzikusem, nawet przez to, e bdzie potrafi dobrze walczy.
- Dobra! - umiechn si najemnik - pierwszego rozwal dla Smokea!.
  Tribal umiechn si i podnis bro do strzau. Pozostali skupili si na przeciwnikach. Nagor mierzy chwil, ktra wydawaa mu si wiecznoci. Strzeli. Przez moment w jaskini zapanowaa cisza, nawet jaszczurki przystany. W chwil pniej do kauy bulgoccego szlamu zwali si jeden z gadw. Korzystajc z szoku pozostaych Chris i Nagor zdjli jeszcze po jednym. W kocu jaszczury ockny si z oszoomienia i ruszyy na agresorw. 3 gecki biegy prosto na strzelajcych. Chris zdj 2 z nich kilkoma celnymi strzaami. Kiedy mia wysa 3 do krainy wiecznego babrania si w szlamie, polizgn si i upad. Wtedy zza ciany wypady jeszcze 2 bestie i rzuciy si na lecego. Pierwszego z nich w locie przyszpilia do ciany pieczary wcznia cinita przez Mingana. Drugi z nich zmieni cel i najwyraniej chcia odgry Sulikowi nogi. Tribal szybkim ruchem mota zmiady mu czaszk. Mzg gada rozbryzn si dokoa poprzedzony odgosem kruszonych koci.
- Mgby bardziej uwaa! - wrzasn Mingan cierajc gadzizn z twarzy.
- I popatrz: jakimi to drogami chodzi myl gecza - zaartowa Chris podnoszc si z podoa. Nagle zobaczy szarujcego na niego. Zacz ju w duchu zastanawia si czy Nagor zakopie jego zwoki na jego cmentarzu rodzinnym w NCR, tak jak mu to obieca podczas pobytu w chacie Vica. Wtedy z boku wyskoczy Nagor i potnym kopniakiem w uchw rzuci go na cian, gdzie Sulik skrci jego cierpienia.
- Dziki, Nagor - powiedzia uratowany i z wdzicznoci ucisn wybawcy do.
- Dobra - Mingan wycign wczni ze ciany - Idziemy dalej. Ruszyli dalej. Po prawej zauwayli drzwi. Mingan przeszuka pomieszczenie za nimi ale znalaz tylko kolejn par kaloszy i kilka rad-xw. W kocu jaskini znaleli prowadzc w d drabink.
- Trzymajcie mnie - powiedzia Chris kadc si na ziemi, a kiedy zapali go za nogi wsun si lekko gow w d w otwr w ktrym zamontowana bya drabinka. - Widz 2 gecki. Kropn je to zleci si reszta i wystrzelam je. - nie syszc sprzeciwu wycign bro i zabi dwie jaszczurki strzaami w oczy. Kiedy przybiegy inne zwabione haasem potraktowa je tak samo. - Dobra, czysto! - krzykn nie syszc niczego podejrzanego. Jeden po drugim zeszli na d. Czujnie szli korytarzem na kocu ktrego zobaczyli jak metalow zabudow. Spod jednych z drzwi wybieg na nich geck, ale krtka seria ostudzia jego zapa. Podeszli do pierwszych z drzwi. Chris bez sowa wcisn czarny guzik w panelu na cianie i drzwi otworzyy si. W rodku, pod cian lea Smiley.
- Masz, poknij to - powiedzia najemnik podajc mu rad-xa i wycigajc manierk z wod. - Chod, zabieramy ci do Klamath - wiedzia, e musi si spieszy bo traper by wyczerpany i mg szybko odej, ale jego uwag przykuway dziwne drzwi naprzeciwko i generatory. "Tam musi co by" pomyla, postanowi, e kiedy tu wrci. Musi tu wrci.
  Droga powrotna posza im szybciej, bo nie zatrzymywali si na odpoczynek, eby jak najszybciej dotrze do Klamath.
  Wnieli trapera do lokalu Brucknerw i pooyli w pokoju Ardin. Kobieta szybko zaja si rannym Smileyem. Widzc z jakim to robi oddaniem, Chris wiedzia, e bdzie jeszcze mia okazj porozmawia z traperem.

  Nad Pustkowiem zaczynao wita. Gecki wypezay ze swoich nor chcc rozgrza si na porannym socu. Gdzieniegdzie mona byo zobaczy korzystajce z apatii drapiecw szczury, przemykajce w kierunku swoich legowisk po nocnym polowaniu.
  W domu Bucknerw sycha byo jedynie miarowe oddechy picych ludzi. Przy ku Smiely'a siedziaa Ardin. W jej zmczonych oczach mona byo zobaczy mio i trosk, uczucia jakich najbardziej potrzebowa odradzajcy si wiat. Kobieta wstaa, poprawia stary zuyty koc pod ktrym lea traper i wysza. Udaa si do pomieszczenie ktre dzi mona by od biedy nazwa kuchni i zacza przygotowywa posiek. Ludzie w postnuklearnej Ameryce nie mieli wielkiego wyboru jeli chodzio o jedzenie. Jeeli w ogle mieli co do jedzenia to byo zazwyczaj pieczone miso geckw, szczurw albo iguan, rzadziej brahminw. One byy zbyt cenne. Zjadano tylko stare, niezdolne do rozrodu albo nie dajce mleka sztuki. ebracy nie majcy do pienidzy czy umiejtnoci eby zdoby miso musieli zadowala si korzonkami rosncymi pytko pod ziemi lub jajami geckw ktre czasami udawao si im wykra z gniazd (cho o wiele czciej to oni stawali si jedzeniem, ktrego szukali, z racji tego, e gecki starannie chroni swoje tereny lgowe). Bucknerowie byli jednymi z najzamoniejszych mieszkacw Klamath wic mogli pozwoli sobie na luksus jakim byy placki kukurydziane. Kukurydza bya jedn z niewielu rolin uprawnych, ktre przetrway Wielk Wojn.
  Ardin bya zdoln kuchark, wic przygotowanie posiku zajo jej tylko kilka minut. Uoya co na ksztat kanapek (zrobionych z plackw kukurydzianych z misem) na tacy, wzia dzbanek wody i posza do pokoju, gdzie odpoczywaa ekipa ratunkowa. Kiedy wesza do pokoju Chris czyci swoje Uzi, Mingan wchodzi do pokoju przez okno po zaspokojeniu swojej potrzeby, Nagor czyci futro psa szczotk zrobion z uchwy gecka o naostrzonych krzemieniem zbami, a ostatni z tribali siedzia w kcie mruczc co do swojego mota bojowego.
- Przyniosam wam niadanie - powiedziaa gospodyni stawiajc na szafce dzbanek i tac - Smacznego - zamkna za sob drzwi i odesza do trapera. Towarzysze zjedli wszystko do okruszka, popili wod (i nie tylko). Kady zostawi troch misa ze swojej porcji dla Smoke'a, ktry teraz oblizywa si i patrzy na kompanw swego pana z wdzicznoci. Po posiku poszli do pokoju w ktrym mieci si bar i zamwili 4 nuka-cole.
- Na koszt firmy - powiedziaa Maida stawiajc butelki na stoliku. Kady otworzy butelk na swj sposb (Sulik przy pomocy koci ktr mia w nosie) i zaczli rozmow pocigajc od czasu do czasu.
- Gdzie teraz pjdziecie? - zapyta Chris Sulika i Mingana.
- My i ja pjdziemy z tob - odpowiedzia tribal i poprawi ko w nosie.
- Ja musz odnale G.E.C.K.'a. ale nie wiem dokadnie dokd pj - zacz smtnie wybraniec, ale po chwili umiechn si - A moe pjdziecie ze mn? Moja misja bdzie duga i niebezpieczna, a z takimi znakomitymi wojownikami jak wy na pewno pokonam przeciwnoci. Kiedy uratuj Arroyo bdziecie mogli wzi wszystko co zdobdziemy podczas podry. - skoczy i popatrzy na innych. Nastaa cisza. Towarzysze spogldali po sobie w zamyleniu.
- Ja pjd jeli pjdzie Nagor - zacz Chris, a pan Smoke'a kiwn twierdzco gow.
- Sulik te pjdzie - mrukn dzikus. Mingan umiechn si.
- Ale musimy ustali par rzeczy - powiedzia Chris odstawiaj pust butelk. - Po pierwsze kto musi dowodzi jeli ta wyprawa ma przebiega sprawnie. Po drugie musimy ustali jak bd podejmowane decyzje dotyczce caej grupy. Narada trwaa kwadrans. Ustalono, e przywdc bdzie Christopher, jako najbardziej dowiadczony, a w wanych sprawach bd gosowa. Ustalili, te e pjd do Den ze wzgldu na wiadomoci o handlarzach niewolnikw tam mieszkajcych.
- Dobra - rzuci przywdca wstajc - za godzin wyruszamy, macie czas na zwiedzanie i inne rzeczy. Tylko si nie urnijcie bo nikt nie bdzie was nis - doda ze miechem. Dzikusy wyszy a on poszed do pokoju w ktrym lea Smiley. Zasta tam Ardin siedzc przy ku trapera.
- Przepraszam mam do pani pewn spraw - zacz niepewnie. Kobieta wstaa i podesza do niego.
- Tak, czego sobie yczysz? - zapytaa z umiechem.
- Za godzin opuszczamy Klamath. Mam pytanie, czy nie ma pani jaki rzeczy sprzed wojny? Jaki gazet, elektroniki czy czego innego? Albo jakiej biuterii? - Kobieta popatrzya na niego ze zdziwieniem.
- A na co ci to?
- Jestem zainteresowany kupnem takich rzeczy - Kiedy to powiedzia pani Buckner od razu si oywia.
- Tak, mam co takiego - rzucia i podesza do starej szafy. Wyja z niej zakurzone pudeko. Wyja ze rodka plik czasopism w zadziwiajco dobrym stanie. Byo tam kilka magazynw o broni i dwa egzemplarze Cats Paw, ktre szczeglnie zainteresoway potencjalnego nabywc. Wiedzia, e niepozorna okadka skrywa mi dla oczu niespodziank.
- To wszystko co mam - Zacza - Nie mam z tego adnego poytku wic moesz to dosta. Tylko ile dasz?
- A ile pani chce? - Nabywca zaniepokoi si. Czy ta kobieta zdaje sobie spraw ile te magazyny s dla niego warte?
- 60, po 10 dolcw za sztuk. Moe by? - Chris uspokoi si. Kupowa je waciwie za bezcen, ale nie mg pokaza po sobie zbytniego zaangaowania, dlatego odczeka chwil jak gdyby si zastanawia, po czym wyj z wewntrznej kieszeni kurtki dan kwot.
- Zgoda - poda kobiecie pienidze, woy pisma do pudeka, a pudeko woy do plecaka.
- Mam propozycj, czy zgodziaby si pani na taki ukad: pani gromadzi, jeli trzeba to kupuje rzeczy sprzed wielkiej wojny: czasopisma, elektronik, sprzt mechaniczny i inne rzeczy, a ja, albo kto ode mnie bdzie od czasu do czasu wraca do Klamath i odkupywa je od pani. Co pani na to?   Ardin popatrzya na niego zdziwiona. "Dziwny go" pomylaa "Ale jeli bdzie paci?"
- A na co ci ten stary szmelc?
- Po prostu interesuje mnie to co byo kiedy.
- Zgoda, ale jak mog mie pewno, e ty albo twj czowiek naprawd przyjdziecie? Ja nakupi tego szmelcu, wydam fortun, a pniej nic z tego nie bd miaa? Chc zaliczk. - Najemnik pomyla przez chwil.
- Ile?
- 300
- Zgoda. Ale niech pani zbiera co si da. A ja wynagrodz pani nawet straty, jasne? - Kobieta pokiwaa gow - A tak przy okazji, nie wie pani gdzie mog tu dosta takie starocie? Byem u Vic'a i nic nie znalazem.
- W Traper Town na poudniu jest stare zomowisko na ktrym stoi kilka starych maszyn. A w ogle to jak ty si nazywasz? Skd bd miaa pewno, e jaki go nie wemie sprztu bez zapaty?
- Christopher Connor - mczyzna wyszed pozostawiajc kobiet z traperem. Przeszed przez bar i wyszed na ulic. Skierowa si na poudnie. Przechodzc widzia zniszczone domy, brudnych i zaniedbanych ludzi, ale to byo normalnym widokiem na Pustkowiu. Nikogo to nie obchodzio, najwaniejsze byo wasne przetrwanie. W kocu trafi do Traper Town. Wejciem bya zrobiona z metalowej siatki brama. Chris rozejrza si i zobaczy wysypisko o ktrym mwia Bucknerowa na zachodzie. Podszed do ogradzajcej go stalowej siatki odprowadzany podejrzliwymi spojrzeniami mieszkacw. Sprbowa podnie jej doln cz, ale bya mocno wczepiona w grunt. 2,5 metra i drut kolczasty zamontowany na szczycie sprawiy, e najemnik nie mg dosta si na zomowisko, na ktrym stao wiele starych samochodw. Mimo upywu dziesitkw lat, niektre z nich sprawiay wraenie sprawnych. Ale byo to tylko wraenie, ktrego Christopher nie mg skonfrontowa z rzeczywistoci. Popatrzy jeszcze przez chwil na ogrodzony teren i wrci do lokalu Bucknerw. Usiad przy stoliku pod oknem i zamwi nuka-col.
- Na koszt firmy - rzucia Maida odchodzc. Mczyzna umiechn si. Pooy plecak na stole i wycign z niego piknie oprawiony w skr dziennik. Z kieszeni wycign dugopis i zacz pisa. Chris pochodzi z NCR. Kiedy wyrusza zwiedza Pustkowie jego dziadek da mu ten dziennik. Od tej pory Chris zapisywa w nim wszystko co uzna za wartociowe: swoje spostrzeenia, informacje albo rysowa mapy. Jego dziadek utrzymywa, e skra w ktr jest oprawiony pochodzi ze Szpona mierci i chocia kady zgadza si, e to nie skra brahmina, to jednak nikt nie wierzy w wersj ze Szponem. Najemnik koczy pisa kiedy weszli jego towarzysze. Schowa dziennik, dopi nuka-col i wyszed na zewntrz.
- Idziemy? - zapyta. Pozostali skinli gowami.
  Wyszli z Klamath mijajc zagrod brahminw. Za sob pozostawiali to, co dla wielu byo jedyn szans na przeycie. Przed sob mieli to, co dla wszystkich byo jedn z wielu moliwoci mierci.

***

  Podr przebiega spokojnie jeli nie liczy paru potyczek z radskorpionami i innym cierwem pustkowia. Den powitao ich widokiem szwdajcych si wszdzie narkomanw i dealerw majcych zawsze na zbyciu dziak Jetu. Kiedy weszli podbieg do nich may chopiec w podartym ubraniu, nie majcy nawet butw.
- Panie! Niech pan da kilka dolcw biednej sierocie! - Wycign rk do Chrisa w proszcym gecie.
- Spadaj gwniarzu! - warkn na niego najemnik.
- Nie bd dla niego taki ostry - zagadn Nagor - nie moesz da troch forsy?
- Jasne - rzuci Chris - dam mu forsy, a zaraz zleci si caa hoota. Jak nie damy wszystkim to zaczn w nas rzuca kamieniami i trzeba bdzie zmarnowa amunicj - Christopher poklepa kabur.
- Nie mwisz chyba powanie?! - krzykn zaskoczony tribal. Jego rozmwca umiechn si tylko spokojnie. Na widok tego umiechu chopiec uciek za pobliski budynek.
- Musisz si jeszcze wiele nauczy przyjacielu - mrukn Chris i poprowadzi swoj druyn do pobliskiego "Kasyna Becky". Przeszed przez cae pomieszczenie i podszed do lady, przy ktrej staa wacicielka kasyna.
- Cze Becky!
- Cze Chris - kobieta umiechna si do przybysza. - Jak leci?
- Po staremu. Macie u siebie handlarzy niewolnikw, prawda?
- Tak, nawet nazywaj siebie gildi - Becky umiechna si nieznacznie. - Czemu o nich pytasz?
- Nie wiesz moe czy ostatnio mieli jakie dostawy ludzi?
- Tak kilka dni temu przechodzili z kilkoma winiami. Zawsze przechodz przez gwn ulic, eby si ludziom pokaza, wic wida ich z okien mojego kasyna. - Chris rozpromieni si.
- A czy wrd tych winiw nie widziaa grubasa w koszuli i pciennych spodniach?
- Tak by taki jeden. Bardzo odrnia si od tribali, ktrych z nim prowadzili. Zabrali ich do swojej siedziby na wschd std.
- Dziki Becky! A tak przy, okazji nie masz jakiej robtki dla mnie?
- Mam jeli chcesz znowu gania za Fredem - Kobieta umiechna si znaczco.
- Ile tym razem?
- 200. Wiesz gdzie go szuka.
- Jasne! Cze maa!
- Cze! Wpadnij wieczorem! Ale bez kumpli. - Towarzysze Chrisa stali za nim przez ca rozmow.
- A wanie! Nie masz dla nas jakiego pokoju?
- Dla ciebie zawsze si znajdzie - popatrzya na niego zalotnie - A i dla nich co wyszperam.
- Dobra to wpadn wieczorem - powiedzia najemnik i wyszed. Becky jeszcze dugo patrzya w stron wyjcia.
  Podeszli do budynku stojcego na poudnie.
- Poczekajcie tu na mnie - rzuci przywdca wchodzc do rodka. Sulik zacz rozmawia z duchami, Nagor rozpocz ze swoim kuzynem dyskusj na temat wyszoci zapiekanki z iguany na stekiem z gecka, a Smoke usiad i zacz si zastanawia dlaczego jego ogon jest duszy od pyska.
  Najemnik wszed do rodka i podszed do siedzcego pod cian czowieka. Oczy innych mieszkacw pomieszczenia ledziy go podejrzliwie. Ten barak by siedzib miejscowych punw i tanich dziwek, ktre mona byo atwo zaliczy, ale te atwo si od nich zarazi, bo oferoway usugi nawet najgorszym mtom, byle by mieli kilka dolcw.
- Witaj Fred - powiedzia Chris do siedzcego.
- A Chris co ci do mnie sprowadza?
- To co zwykle: twoje dugi. Poyczye od Becky 200 dolcw. Masz je zwrci.
- Przyjacielu, czy nie moemy tego przedyskutowa?
- Wiesz, e ze mn nie ma dyskusji - odrzek Christpher - Pacisz albo sprzedam ci Metzgerowi. Nie dostan za ciebie duo, ale przynajmniej w czci si wypacisz. - ostatnie 2 zdania zrobiy na Fredzie podane wraenie.
- Suchaj mam tylko stw. Poycz mi setk, a ja oddam ci za 2 miesice. - Mczyzna popatrzy na poborc bagalnie - Ju nie raz mi poyczae, a ja ci zawsze oddawaem. No, zgd si!
- Dobra, ale jak nie oddasz to wiesz co b...
- Wiem, wiem - Przerwa Chrisowi tamten - A mgby mi poyczy jeszcze troszku? - Najemnik popatrzy na niego ze znudzeniem.
- Ile?
- 50. To wszystko cz mojego mistrzowskiego planu! Kiedy doprowadz go do koca oddam ci wszystko, a moe nawet dostaniesz co extra! - Fred umiechn si kiedy przybysz poda mu pienidze. Najemnik wyszed z baraku.
  Zaczyna si wieczr, wic wrcili do kasyna.
- Mam kas od Freda - Chris poda Becky pienidze.
- Dziki. Chodcie chopaki - zwrcia si do tribali - Mam dla was pokj, chodcie ze mn.
- Dobrej nocy - krzykn do nich Chris. Dzikusy tylko umiechay si znaczco. Becky zaprowadzia ich do pokoju na zapleczu, gdzie czekay na nich rozoone na ziemi koce i kilka misek zupy z gecka lecych na szafkach. Becky poegnaa tribali i zamkna drzwi. Dzikusi zjedli posiek zostawiajc jak zwykle resztki dla psa i pooyli si na materacach. Duga wdrwka bardzo ich zmczya wic po chwili wszyscy zasnli.

***

  Becky zamkna drzwi. Mimo, e kasyno byo zazwyczaj czynne ca dob, kazaa stranikom odzianym w metalowe zbroje z wyrysowanym czerwonym pisakiem emblematem kasyna zamkn je natychmiast mimo, e byo koo 21. Co bardziej opornych goci trzeba byo zachca 9-milimetrowymi Smgami. W kocu lokal by pusty. Wacicielka podzikowaa stranikom. Na ten moment czekaa od kiedy Chris pojawi si w miecie. Wesza do swojego pokoju w ktrym czeka najemnik. Starannie zamkna za sob drzwi. Mczyzna sta obok ka. Powoli zdja koszul odsaniajc swoje ksztatne piersi. Christopher popatrzy na ni z uznaniem. Po chwili pozwolia zsun si swoim spodniom odsaniajc reszt swojego ciaa. Podesza do niego i popchna go na ko, na ktrym sama si pooya. Chris popatrzy jej w oczy i przytuli j do siebie. A noc bya jeszcze moda...

  Soce wchodzio obdarzajc swoimi promieniami Den. Gdzieniegdzie mona byo zobaczy picych na ulicach narkomanw. Przy wejciu leao ciao puna, zmasakrowane przez coraz czciej do osad ludzkich geckw. Starcy mwili, e zwiastuje to jakie problemy: susz czy ostr zim, ale nikt ich nie sucha.
  Chris obudzi si. Becky ju nie byo. Szybko ubra si i poszed do kasyna. Zasta tam Becky rozmawiajc z jego kumplami, ktrzy jedli niadanie. W lokalu byli te stranicy i pierwsi klienci.
- Jak si spao? - zapyta Mingan umiechem. Reszta zacza si mia. Becky uderzya wybranego okciem w bok. Usiad nie przestajc si umiecha.
- I jak zapyta Chris gadzc jej wosy.
- Bosko, jak zawsze. - opara z umiechem. - Chod, zrobiam ci niadanie.   Najemnik usiad i zacz je gulasz z gecka.
- Syszelicie najnowsze wiadomoci? - zacza Becky. - Starzy mwi, e w tym roku ma by susza.
- Maj racj. - powiedzia Mingan - Zwierzta s niespokojne, brakuje im poywienia i dlatego podchodz do miast. Widzielicie te zwoki przy bramie? Gecki miay wyerk. Jak tak dalej pjdzie to boj si, e nawet Szpony mierci zaczn si napada na miasta, a wtedy bdzie niewesoo. - Pozostali tribale pokiwali z powag gowami.
- Jeeli to prawda, to musimy i do NCR. Jestem pewien, e moja rodzina was przyjmie. - umiechn si do towarzyszy. - Ty te powinna z nami i Becky. Jeli to co mwi Mingan to prawda, to moe tu by niebezpiecznie.
- Jak wszdzie. Ja nie zostawi mojego domu.
- Ale...
- Nie. - Becky przerwaa Chrisowi - To mie, e si o mnie troszczysz, ale ja tu zostaj.
  Widzc silny sprzeciw Chris razem z kumplami wyszed na ulic. Przy domu w ktrym mieszka Fred skrci na lewo. Po minucie weszli na ogrodzone siatk zomowisko. Na placu przy wejciu sta jaki samochd. Rni si od innych pojazdw (lub ich resztek) tym, e mia wszystkie widoczne czci na waciwych miejscach. Przy podniesionej masce sta czowiek w poplamionym kombinezonie.
- Jak jest Smitty? - zagadn gocia Chris.
- A, kogo to ja widz! Chris stary! Jak si masz?
- Jako tako, widz, e cigle pracujesz nad tym staruszkiem. I jak? Bdzie jedzi?
- Bdzie twj tak jak si umawialimy. Ale eby dobrze jedzi potrzebuje jeszcze jednej czci: Fuel Cell Controlera. Wiesz co to jest?
- To chyba stary kontroler wtrysku paliwa, jeszcze sprzed Wojny. Czytaem o nim w domu.
- Tak, to to, ale taki model byby nam teraz zupenie nieprzydatny, nawet jeli udao si twojemu ojcu rozmnoy te rolinki dajce paliwo zamiast soku to musiaby przytacha tu kilka kanistrw, eby dojecha do domu. Ale kiedy zacza si Wojna, Chrysalis Corp. zbudowa silnik na ogniwa termojdrowe, bo byy atwiej dostpne. Zamontowaem ten silnik w Highwaymanie, ale potrzebuje te nowego modelu kontrolera, tego na ogniwa. Ale do gadania. Siadajcie. Zaraz przynios co na rozgrzewk. - mechanik podsun do nich kilka starych beczek, a potem przynis ze stojcej kilka metrw dalej szopy kilka butelek starego bimbru. Tribale nie chcieli pi. Smitty dla artu nala troch alkoholu na blaszany talerz i podsun Smoke'owi. Ku zdumieniu obecnych pies wypij bimber i sprawia wraenie, e ma ochot na jeszcze. Po kilku minutach wychla wier litra bimbru nie zdradzajc oznak zamroczenia.
- Heh, to psisko ma twardy eb! - zamia si Smitty. - A tak w ogle to co was sprowadza do tej dziury?
- Metzger ma Vica, handlarza z Klamath. Mamy do niego pewn spraw i musimy go uwolni.
- Metzger... - mrukn mechanik w zamyleniu.
- Co jest Smitty?
- Kiedy ci nie byo zwizaem si z kobiet. Mielimy si pobra. W miesic przed lubem posza na cmentarz na grb matki, a wtedy Metzger z kilkom slaverami zgwaci j i zabi! Rozumiesz zabi!
- Przykro mi stary, chciabym jako ci pomc... - Chris popatrzy ze wpczuciem na przyjaciela.
- Moesz mi pomc. Pom mi zarba tego sk**wiela. - Chris popatrzy na twarze towarzyszy.
- Dobra, zabijemy ch**a! -. Przez reszt dnia ukadali plan ataku. Mingan z Sulikiem okryli siedzib gildii i zdali przyjacioom raport. Narada przecigna si do pnej nocy. Postanowili przespa si u Smittyego i nazajutrz w nocy zaatakowa.

***

  Przez cay czas ich spotkanie obserwoway tajemnicze oczy. Jadowicie zielone, z pionowymi kocimi renicami. Kiedy towarzysze zasnli, renice te znikny w ciemnoci nocy. Tej nocy, ktra staa si dla Den czasem kary...

  Obudzi ich krzyk jakiego faceta, ktry nagle wbieg do szopy Smittyego.
- Smitty, szybko! Zobacz co si stao z band Metzgera!
- Co jest? - mechanik wsta przecierajc oczy.
- Po prostu chod i zobacz! - facet opuci pokj. Towarzysze podyli za nim. Kiedy dotarli do siedziby gildii handlarzy niewolnikw nie mogli uwierzy wasnym oczom - przed nimi wida byo przywizanych do latarni i cian budynku slaverw. Kady z nich mia na ciele wiele ran, najwyraniej zadanych noem, z ktrych na ulic sczya si krew. Przed budynkiem gildii powstao mae jeziorko na wp zaschnitej krwi. Tumek, ktry zebra si, aby obejrze slaverw by roztrzsiony. Ludzie pakali, trzli si jak w chorobie, kilku z nich zwymiotowao zasilajc w ten sposb strumie wypywajcy z jeziorka.
  Towarzysze wbiegli do budynku. Ku zdziwieniu przybyych w rodku nie byo adnych ladw krwi czy walki. Zupenie jakby co, co byo sprawc tej masakry chciao pokaza caemu miastu swoje dzieo. Weszli do drugiego pokoju i zobaczyli tam co co sprawio, e Smitty zamia si w gos. Przy cianie siedzia Metzger ze zwizanymi nad gow rkami. W odrnieniu od swoich ludzi by cay i zdrowy. Na pododze przed nim lea jego shot-gun. Obok niego widnia napis wypisany krwi: "To dla Ciebie Smitty".
- I co mieciu?! W kocu jednak wyszo na moje! A teraz zginiesz! - Smitty przeadowa shot-guna.
- Nie bagam ci! Pozwl mi y bd twoim niewolnikiem! Oddam ci wszystko, tylko mnie nie zabijaj!
- Jeste aosny. egnaj. - Gowa slavera rozprysa si na wszystkie strony. Smitty odetchn.
- My i ja pjdziemy uwolni niewolnikw i poszuka siostry. - Sulik z towarzyszcym mu Minganem odeszli w kierunku klatki w ktrej byli zamknici niewolnicy. Chris podszed do Smitty'ego.
- Ciesz si, e udao ci si zemci. - podszed do zwok Metzgera, nabra kilka kropel jego krwi na czubek noa, unis go do gry i powiedzia.
- Panie nasz, spraw, aby ta przelana krew przyczynia si do polepszenia wiata. - po czym strzepn krew i schowa n. Smitty popatrzy na niego ze zdziwieniem. - To taka modlitwa. - odpowiedzia Chris - Poszukajmy Vica. Kolejno sprawdzili wszystkie drzwi w budynku. Jedne z nich byy zamknite. - Vic! Jeste tam? - krzykn najemnik.
- To ja, Chris! - Zza drzwi usyszeli szuranie i w chwil pniej rozleg si gos i usyszeli gos kupca. - Tak, jestem tu!
- Odsu si od drzwi! - w chwil pniej strza z shot-guna zniszczy zamek w drzwiach. Chris otworzy to co z nich zostao i zobaczy wychudzonego czowieka, jedynie z twarzy i ubioru przypominajcego Vica. - Chris Nareszcie!

  Kupiec nie wyglda najlepiej, a pod jego poszarpanym ubraniem mona byo zauway sice.
- Ciesz si, e ci widz chopie. - Vic podszed i ucisn Chrisowi rk. - Szczerze mwic nie spodziewaem si, e po mnie przyjdziesz.
- Ale przyszedem. Chod, zabierzemy ci do domu Smitty'ego. - Z pomoc Nagora wyprowadz Vica z budynku. Widzc ciaa slaverw, a raczej to co z nich zostao cicho jkn.
- Czy to wy zrobilicie?
- Nie - pada odpowied - To co, sprawca tej masakry wymordowao ich w nocy. - W drodze na wysypisko nikt si ju nie odezwa.
  Weszli do szopy i pooyli Vica na leaku, ktry suy Smitty'emu za ko. Mechanik poda lecemu butelk nuka-coli, z ktrej tamten zacz apczywie pi.
- Masz jeszcze t kuchenk, star kuchenk gazow? - zapyta Chris gospodarza wyjmujc ze swojego plecaka may garnek, a z garnka szkatuk.
- Tak, mam j i nawet jeszcze dziaa, a czemu pytasz?
- Daj j tutaj, to przygotuj gulasz z iguany mojego przepisu.
- Nie wiedziaem, e umiesz gotowa.
- Troch nauczya mnie babcia. Kiedy na pustkowiu przez iletam dni jeste skazany na pieczone gecki i iguany warto zje czasami co dla odmiany, no nie? - Mechanik skin gow przysuwajc do przyjaciela turystyczn kuchenk gazow. Chris poda Nagorowi kilkanacie monet.
- Id do Becky i kup za wszystko iguan. - Tribal wzi pienidze i wyszed zabierajc ze sob psa.
  Kiedy wrci w garnku gotowa si ju aromatyczny wywar z zi zakrapiany kropelk (no, troch wicej ni kropelk) bimbru Smittyego. Chris pokroi miso iguan noem myliwskim, ktrych zawsze nosi kilka w pochwach wszytych w bok kadego z wojskowych butw jakie nosi. Po chwili w garnku gotowaa si brzowawa ma, ktr od biedy mona by nazwa gulaszem.
- Masz, jedz. - kucharz poda Vicowi misk swojego specjau.
- Nawet dobre. - umiechn si konsument przeykajc kolejne porcje.
- No, Vic, co si z tob dziao po tej strzelaninie? - Chris z zadowoleniem patrzy na byego szefa paaszujcego jego potraw.
- No, po prostu dali mi w mord i straciem przytomno. Kiedy si obudziem, byem w jakim obozie. Potem kazali mi i i szedem przez kilka dni a w kocu dotarlimy do Den. Tam Metzger zamkn mnie w tamtym pokoju i kaza naprawi to radio. - Vic wycign z kieszeni stare, ale dobrze zachowane radio. - Mwi, e potrzebuje go, eby komunikowa si z New Reno. Jeli podczyby tu - kupiec pokaza zebranym kilka wej z tyu radia. - mikrofon i odpowiedniej mocy anten, to byby w stanie poczy si nawet z Hub. Ale, jak mwiem potrzebowaby potnej anteny, bo ta wbudowana w radio ma may zasig. - grubas skoczy mwi i pooy si na leaku.
- Mingan, we Sulika, przeszukajcie dom Metzgera i przyniecie to co tam znajdziecie. - Kiedy tribale wyszli zwrci si do pozostaych. - Kiedy Vic si wzmocni odprowadzimy go do Klamath. Smitty, zdecydowae si? - Chris podczas narady poprzednie go wieczoru zaproponowa Smittyemu udzia w jego druynie, a jeli uda si z nimi do NCR, to i prac u ojca Chrisa, ktry poszukiwa dobrego mechanika. Smitty zmarszczy czoo, jakby chcia po raz ostatni rozway propozycj.
- Dobra, ale chce pogrzeba na tym zomowisku w Klamath, moe znajd tam kontroler albo co innego.
- Dobra, ciesz si, e si zgodzie. - Chris umiechn si i ucisn Smittyemu do.
  W kilka godzin pniej opucili miasto i udali si na pnocny zachd.

***

  Do Klamath dotarli koo poudnia. Odprowadzili Vica do jego domu i udali si do Trapper Town, zachodniej czci Klamath, w ktrej mieszkali traperzy polujcy na gecki dla ich skr. Po przejsciu przez bram udali si na wysypisko. Niestety, nigdzie nie byo wida wejcia.
- To jak wejdziemy? - zapyta Mingan. - Przecie nie bdziemy przeazi przez ten pot. - Doda wskazujc na drut kolczasty, ktrym zwieczone byo ogrodzenie.
- Nie, - odpowidzia Smitty wyjmujc z plecaka noyce do metalu i wycinajc nimi spory otwr w siatce - ale moemy wej przez pot. - skoczy akcentujc przedostatnie sowo. Towarzysze miejc si weszli na teren zomowiska. Chris i Smitty zajli si szukaniem we wrakach samochodw zdatnych do urzycia czci. Po kilku godzinach szukania znaleli tylko jedno niezniszczone radio, stary rewolwer i regulator baterii.
- Dobra, kontrolera przepywu energii nie ma moemy si zbiera. - powiedzia Smitty i zacz pakowa plecak kiedy nadbieg Smoke trzymajc w pysku skrzan torb. Zaciekawiony mechanik zajrza do rodka i ujrza zachowany w doskonaym stanie kontroler przepywu.
- Zobaczcie! - krzykn do kompanw, a kiedy nadbiegli pokaza im znalezisko psa.
- Smoke! Masz u mnie rotguta! - Pies otworzy pysk jak gdyby zrozumia o co chodzi i cicho szczekn.

  Z wysypiska udali si do "Golden Gecko", konkurencyjnego dla Bucknerw baru. Weszli do lokalu i zamwili 5 piw i rotguta dla Smokea. Wilczur z ochot zabra si do swojej porcji.
- Ej! Barman! Czemu tu tak mao ludzi? - zapyta zdziwiony Smitty. Rzeczywicie, oprcz nich w caym lokalu by tylko jaki staruszek drzemicy w kcie.
- E, tam! - barman machn rk z rezygnacj. - Jest coraz gorzej! Ludzie, nie maj za co kupowa. Nawet traperzy zdobywaj coraz mniej skr geckw. Robi si niebezpiecznie! Niektrzy mwi, e zwierzta wyczuwaj, e id ze czasy, ale kto ich tam wie! Tak, czy owak coraz wicej geckw atakuje ludzi, szczeglnie dzieci! Dwa miesice temu moja ssiadka pochowaa crk. Miaa 8 lat! Trapezy powtarzaj pogoski o tym, e Szpony zbliaj si z poudnia. Jeli to prawda to wszyscy zginiemy. W kadym razie ja za kilka tygodni zwijam interes, jad do Den i z nastpn karawan wyruszam do NCR. Tam jest bezpieczniej! Maj ogrodzone miasto, siln policj i patrole rangersw. - Barman wygada si. Wida byo, e mu teraz lej na wtrobie. Towarzysze wyszli z baru i udali si do lokalu Bucknerw.
- Witajcie! - powita ich wstajc Smiley dotd siedzcy przy barze i rozmawiajcy o czym z pani Buckner i Maid. - Nie miaem okazji wam podzikowa za uratowanie z jaski. - po kolei ciska donie wchodzcych.
- Ja nie byem z nimi, kiedy ci znaleli. - powiedzia zawstydzony Smitty.
- Widz, e czujesz si lepiej Smiley. - Chris spojrza na trapera.
- Tak, Ardin dobrze si mn zaja.
- Witam, pani Buckner. Czy ma pani co dla mnie?
- Niestety nie udao mi si nic zebra. Ludzie nic u nas nie maj.
- Niedugo bdzie ju pani Smiley! - powiedzia traper z umiechem obejmujc ukochan.
- Gratuluj! Kiedy lub?
- Jeszcze nie ustalilimy terminu. Za miesic wyjedamy do Den.
- Wic to prawda, e jest coraz gorzej? - zapyta Smitty.
- Tak, - odpowiedzia traper - coraz gorzej. Klientw jak na lekarstwo, a jestem jeszcze za saby na to, eby polowa a co je trzeba. Poza wci syszy si o tych Szponach z poudnia. To ju postanowione. Jedziemy do Den, a potem dalej. Nie wiemy gdzie, ale moe do NCR albo do San Francisco.
- Smiley, syszaem, e wiesz o geckach najwicej z mieszkajcych tu traperw. Mgby nas o nich "pouczy"? - Twarz trapera ozdobi szeroki umiech.
- Pewnie! Wychowaem si na geczym mleku!
- Mleku? Mylaem, e gecki to gady. - powiedzia zdziwiony Smitty.
- Wida, e musisz si jeszcze wiele nauczy. No, wic...
  Opowiadanie Smileya przecigno si do pnej nocy. Nastpnego dnia towarzysze wyruszyli do Den.

***

  Po przybyciu do miasta natychmiast udali si na wysypisko.
- Dobra, zajmie nam to kilka godzin. - powiedzia Smiley do Chrisa. - Pomoesz mi. A wy - tu zwrci si do trjki dzikusw - idcie do gildii i zobaczcie czy co si zmienio. Popytajcie o to ludzi i w ogle dowiedzcie si ile mona o tej masakrze. - Tribale skinli gowami i odeszli.
  Wrcili po kilku godzinach, kiedy Chris i Smiley koczyli prac.
- No, wic - zacz Nagor - ludzie nic nie wiedz. Ciaa slaverw rzucili psom, eby si gecki nie zlazy. Ich rzeczy rozkradli, a budynek gildii zaj waciciel tego baru obok, "The Hole", czy jako tak. Jedyny lad po tym czym to lad pazurw na drzwiach budynku. Za mae lady jak na szpona, a za gbokie jak na gecka, czy psa. To co innego.
- Dobra dziki Nagor. - Smitty wygramoli si spod Highwaymana. - Przepimy si u mnie, a z rana wyjedziemy. Myl, e powinnymy pojecha do Vault City. Po drodze zatrzymamy si w Modoc. To mae miasto farmerw w poowie drogi do Vault City. Moe bd tam mieli o energetyczne ogniwa, bo te, ktre ja miaem nie wystarcz nam na dugo. - Reszta przyznaa mu racj. Nastpnego dnia o wicie Highwayman przejecha przez miasto budzc lecych tu i wdzie narkomanw i punw. Ruszyli na wschd zgodnie z planem Smittyego. Chcc sprawdzi moliwoci maszyny Chris wcisn gaz do oporu i po kilkunastu sekundach tuman kurzu jaki zostawia za sob samochd znikn z widnokrgu.

  Jadc podziwiali pustyni. Mimo zniszcze jakie przyniosa wojna ta spkana i wyschnita ziemia miaa w sobie pikno. Gdzieniegdzie wida byo powstajce z popiow ycie. Byo oczywicie o wiele mniej rnorodne ni to sprzed wojny, ale od czego trzeba zacz. Ku socu swoje licie wznosiy roliny, ktrym udao si przetrwa kataklizm, a take te, ktre powstay w jego konsekwencji. Najbardziej znane byy wielkie misoerne roliny, gwnie z faktu poerania dzieci. Jeli chodzi o zwierzta to bombardowanie w najwikszej liczbie przetrway szczury (ktrych cz zmutowaa) i psy. Promieniowanie stworzyo jednak co o wiele gorszego o nich. Nie chodzi tu o gecki czy mantisy, ale o Szpony mierci. Szpony to prawdziwe maszyny do zabijania: silne, szybkie, wytrzymae i inteligentne. Na pustkowiach ba si ich kady. Niewielu byo ludzi ktrzy, wiedzieli Szpony z bliska i przeyli.
  Ale wrmy do naszych bohaterw.
  Highwayman sun z niewiarygodn prdkoci. Nigdy nie widzieli niczego co poruszaoby si z tak prdkoci.
- Teraz bdziemy mogli rozjeda bandytw! - zamia si Sulik.
- Zaatw bateri to moesz rozjecha sobie nawet Szpona! - krzykn Smitty. W wesoych nastrojach dojechali do Modoc. Smitty zaparkowa przed studni i razem z Chrisem uda si do pobliskiego sklepu.
- Pilnujcie wozu! - rzuci na odchodnym.
- Jakiego wozu? Przecie nie mamy adnego wzka. - zdziwi si Sulik.
- Chodzi o samochd bystrzaku! - zamia si Chris. Kiedy tamci odeszli tribale zaczli gra w kostki, gr popularn wrd plemion zachodniego wybrzea. Polegaa na rzucaniu wyrzebionymi kawakami koci w figurki przeciwnikw. Ustawiano je w wyrysowanym na ziemi kole. Kiedy Chris i Smitty rozmawiali z Jo w sklepie Nagor wanie wygrywa.
- Nie, przykro mi. Nie mamy adnych ogniw. To mae miasteczko i nikt tu nie ma broni energetycznej. - powiedzia Jo.
- Kiedy tu przyjechalimy zobaczyem ogrodzony budynek z zawalonymi drzwiami. Co tam jest? - zapyta Chris. Jo wzi gboki oddech zanim zacz mwi.
- Miesic temu napada na nas grupa czterech Szponw. Trzy z nich udao nam si zabi, z duymi stratami. Czwartego udao nam si zwabi i zamkn w tamtym budynku o ktry pytae. Drzwi zabarykadowalimy kamieniami, cao ogrodzilimy i wpucilimy tam psy. Nawet gdyby ten dra si uwolni to byby tak saby, e psy zagryzyby go bez problemu.
- Dziki za informacj. - powiedzia Smitty. Wyszli ze sklepu i skierowali si do samochodu. Zapasw mieli mnstwo dziki baganikowi i prdkoci podrowania, wic nie musieli kupowa niczego w miecie. Wsiedli do pojazdu i odjechali w kierunku Vault City.
- Za kilka godzin powinnimy dotrze do Vault City! - powiedzia Smitty i nieznacznie skrci wjedajc w niewielk dolink rodkiem ktrej pyn strumie. Wok niego rosa niezwykle bujna rolinno. Kilka drzew wanie owocowao.
- Moe zatrzymamy si tu na krtki odpoczynek? - zagadn Nagor. Przyjaciele zgodzili si z chci. Rzadko mona byo zobaczy na pustkowiu tak sielankowy krajobraz. Mechanik zaparkowa w cieniu drzewa o rozoystej koronie i bujnym listowiu. Sulik zauway rosnce na nim owoce i po chwili wszyscy zajadali si ( troch kwanymi, ale zawsze ) smacznymi owocami. Postanowili zosta tu na noc. Rozbili obz obok samochodu. Reszt dnia spdzili na leniuchowaniu i rozmowach. Pod wieczr zaczo robi si chodno, wic postanowili rozpali ognisko.
- Sulik! Id nazbiera drewna na opa! - powiedzia Chris.
- My i ja pjdziemy. - zgodzi si tribal. Chris zacz si zastanawia co poda na kolacj kiedy usysza przeraajcy wrzask Sulika.
- Szpony!!! Tu s Szpo... - Zamiast reszty zdania usysza gardowy bulgot, a po chwili zobaczy co leccego w jego kierunku. Udao mu si go zapa, ale zaraz odrzuci go z przeraeniem i obrzydzeniem. To bya gowa Sulika! Krew tryskajca z odcitej szyi poplamia mu donie. Minie lecej na ziemi gowy drgay w pomiertnych skurczach. Wygldao to jakby tribal wci y. Do Chrisa przybiegli pozostali towarzysze.
- Tu s Szpony! - krzykn wycigajc Uzi. Zaraz po nim Smitty i Nagor wycignli swoje 9 milimetrwki, a Mingan uj swoj wczni.
- Ze Szponami nie mamy szans! Musimy odjecha!
- A Sulik! Musimy go pochowa!
- Zaraz siebie bdziemy musieli chowa jeli si zaraz std nie ulotnimy! Smitty zapalaj auto! - krzykn Chris. Smitty odwrci si w stron samochodu kiedy usysza odgos miadonej karoserii i wybijanych szyb.
- Ucieka! Zniszczyy samoch...ghhhhh!!! - ostatnie sowa nie mogy si wydoby z zalanego krwi garda kierowcy przeszytego pazurem Szpona. Pozostaa przy yciu trjka towarzyszy Zacza cofa si ostrzeliwujc besti, ale ani kule Chrisa i Nagora, ani wcznia Mingana nie na wiele si zday w tej sytuacji. Chcieli rzuci si do ucieczki, ale wtedy spostrzegli, e s otoczeni przez Szpony. Kilkanacie Szponw mierci powoli zacieniao wok nich krg pomrukujc zowieszczo. Przyjaciele zaczli strzela w ostatnim desperackim odruchu, ale byo ju za pno. W kilka sekund zostali rozerwani przez bestie dla ktrych byli tylko pokarmem.

  Na pustkowiu ycie nie ma adnej wartoci. Masz wiadomo, e nastpnego ranka moesz si ju nie obudzi. Kady dzie moe przynie mier, kada godzina moe by twoj ostatni, a kade napotkane stworzenie twoim katem. Spoczywaj w pokoju Wybracze... 